| Monika |
| :: 'jest inny świat tak wiem, gdzieś tu nie za lasami tam po prostu on jest tu..' |
Pozamiatany bałagan, czyli to, co po finale ligi mistrzów.
Znowu to samo, dałam się uwieść po raz kolejny. W dupie masz, bo nie dostałeś tego, co chciałeś? Tak się nie robi.
Nie będzie użalania nad sobą, że znowu dalam się wkręcić, uwierzyłam, że skoro ktoś jest dla mnie przesadnie miły, to znaczy, że chce mnie, a nie mojej dupy.
Kiedyś życie było o wiele prostsze i przyjemniejsze, teraz to już chyba w nic nikomu nigdy nie uwierzę.
Jak to leciało? Co mnie nie zabije to mnie wzmnocni? Nie. Co mnie nie zabiję to uczyni mnie gorszą suką.
Na rozjebanie mózgu- dubstep.
by M. 2012-05-22 10:27:16 skomentuj (0) Przykre przemyślenia, czyli to, co po nocnym ataku na moje podejście.
Sceptycyzm, jak się dowiedziałam. Sceptycyzm, ironia i brak wiary.
Bo chyba kiedyś zbyt dużo było we mnie wiary i radości.
Wygląda na to, panie R., że chyba jednak większe spustoszenie po sobie pozostawiłeś, niż mi się wydawało.
by M. 2012-04-27 11:58:40 skomentuj (0) dear K. Pamiętasz co się ostatnio działo między nami? Na pewno pamiętasz.. Pamiętasz pewnie też to, o czym rozmawialiśmy. Oboje mówiliśmy, że nie chcemy się wiązać, że nie szukamy związku, że tak jak jest nam odpowiada i że będziemy się tak częściej spotykać. Otóż z mojej strony to wszystko- to nie do końca była prawda. Owszem, nie szukam związku, bo uważam, że szukanie czegoś takiego jest bezcelowe, takie rzeczy same przychodzą. Że nie chcę się wiązać? Trochę kłamstwo, bo potrzebuję kogoś obok, czuję potrzebę miłości, zarówno dawania jak i brania. Że pasuje mi taki układ, jaki jest między nami- no właśnie nie bardzo. Jest miło, ale później wraca szara rzeczywistość, w której idziemy na zajęcia, tam się spotykamy, a ja nie wiem w co mam ręce włożyć, żeby tylko nie patrzeć na Ciebie przez pryzmat minionej nocy. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo moralnie czuję się na dnie, wcześniej nie zdażały mi się takie sytuacje, dlatego nie wiem jak się teraz zachowywać. Nie wydaje mi się, żeby nasze spotykanie w tym celu miało jakikolwiek sens, chyba że już nigdy nie zamierzam na siebie spojrzeć i pomyśleć sobie, że jestem dobrym człowiekiem. Zawsze uważałam, że seks to najbardziej intymna rzecz, jaka może wydarzyć się między dwojgiem ludzi, między dwojgiem ZAKOCHANYCH ludzi, krytykując przy tym seks dla sportu... Druga sprawa jest taka, że ja jestem osobą bardzo emocjonalną i przez takie rzeczy, mogłabym zacząć myśleć o Tobie jako o kimś więcej niż kolega, a że na to za bardzo nie ma miejsca to zwyczajnie nie chciałabym sama siebie zranić. Tak sobie pomyślałam, że póki jeszcze jest pora i zebrałam się na tę rozmowę to uważam, że czas zakończyć to nasze bałaganienie się. Nie chcę później niemiłych sytuacji, spotykamy się prawie codziennie na uczelni, więc chcę, żeby nasze stosunki były normalne, żebyśmy normalnie mogli wyjść na piwo i porozmawiać bez niedomówień czy niepotrzebnych żali, żebyś pozostawił do mnie jakikolwiek szacunek. Obawiam się, że relacje seks- friends mogłyby to wszystko popsuć, bo, mimo że w życiu codziennym staram się nie wybiegać w przyszłość, nie zastanawiać się co będzie, to w tym przypadku niestety zapaliła mi się żółta lampka ostrzegawcza. by M. 2012-04-07 22:18:40 skomentuj (0) Ogromny bałagan, czyli to, co po obronie i urodzinach u pana M. W moim życiu jak w kalejdoskopie.
Miałam za dużo spokoju, więc musiałam się zbałaganić.
-Pół biedy, gdybyśmy nie widywali się praktycznie codziennie,
-pół biedy, gdybym też nie gadała tyle w trakcie.
Bardzo, bardzo, bardzo nie chcę pomyśleć o Tobie poważnie,
życie nie zaskakuj mnie proszę już w ten sposób.
A, tak się zastanawiam- naprawdę jestem taka twarda, czy też może udawanie, że nic się nie stało, tak mi dobrze wychodzi? Chwilami nawet sama sobie wierzę.
Kurczę, facecie, o co Tobie chodzi?
by M. 2012-04-06 22:37:26 skomentuj (0) 2012-02-14
Funkcja zapomnienia od czasu:
rosnąca do momentu rozmowy, później malejąca. W miarę upływu czasu, zapomnienie zaczyna znowu rosnąć, by po chwili ponownie maleć.
Zadanie:
Znajdź minimum i maksimum funkcji. Jaki jest charakter badanej funkcji?
Działanie czasu określam jako beznadziejne. Tyle.
Zero konsekwencji.
Pewnie znowu się posram jak idiotka.
by M. 2012-02-14 00:24:43 skomentuj (0) list do R. Myślałam, że nie będzie to konieczne, że mam już Cię za sobą, a jednak muszę chyba to wyrzucić z siebie po raz ostatni, by móc zacząć na nowo.
Moimi oczami wyglądało to tak:
Poznaliśmy się w liceum, chociaż w sumie trudno nazwać to poznaniem, bo tak naprawdę to tańczyłeś poloneza plecami do mnie. Znałeś mojego partnera, więc odwracałeś się do nas i dowcipkowaliście sobie. Mówiłam, ciężko nazwać to poznaniem, zwłaszcza, że ja wtedy jeszcze bałam się ludzi i wychodzenia im naprzeciw. Twoje towarzystwo na próbach zatem bardziej pewnie mnie peszyło niż w jakikolwiek sposób cieszyło.
Wizualnie jesteś dość charakterystyczną osobą, Twój albinizm nie pozwala przejść obok Ciebie obojętnie, dlategoteż zawsze wiedziałam jak się nazywasz, ale tak naprawdę ani razu nie spojrzałam na Ciebie jak na faceta. Koniec rozdziału.
Studia- i tutaj nasze drogi ponownie się przeplotły.
Nasz wspólny kolega poinformował mnie, że studiuję na roku z Twoim bratem. 'Fajnie'- pomyślałam sobie, 'no i co z tego?'. A to z tego, że Twój brat odegra dość istotną rolę w tej opowieści.
Tak się złożyło, że któregoś zimnego, listopadowego, czy też grudniowego (pewnie raczej grudniowego,bo padał pierwszy śnieg) wieczoru zasiedzieliśmy się z owym Twoim bratem na Przyzbie, ostatnie metro uciekło, on nalegał, że mnie odwieziesz do domu, żebym nie biegła na nocny- "Ok, skoro tak nalegasz". Zdziwiłeś się troszkę jak mnie zobaczyłeś, nie poznałeś, co mnie nie dziwi, bo przecież kto pamięta taką szarą myszę z liceum jak ja. Grzecznie odwiozłeś do domu (choć w środku się gotowałeś), podziękowałam i koniec tego rozdziału.
Wyjazd do Bułgarii jest momentem zwrotnym tej historii.
Moje delikatnie zdziwienie jak Cię zobaczyłam przed autobusem, przywitanie ("oo, Monia, nie gniewaj się na mnie, że Cię wtedy nie poznałem, miło, że z nami jedziesz"). (Tu kluczowa rola brata- gdyby nie to, że razem studiujemy, nie pojechalibyśmy na jedną wycieczkę- Ty byś nie dołączył do naszej ekipy). Po zbiegnięciu się kilku okoliczności, typu podsiadanie się wzajemne w autobusie, zamiana pojazdów, zupełnie przypadkowo usiedliśmy razem, po koleżeńsku. Kolacja- kabanosy i kanapki. 'Bardzo miły chłopak'. Tyle.
Noc.
Ja- Wampir, oczywista bezsenność w środkach transportu, zresztą dodatkowo niełatwo mi zasnąć w towarzystwie obcego człowieka. Ty postanowiłeś spać, położyłeś mi głowę na kolanach a we mnie walnął piorun. Nawiedziło mnie uczucie pozytywne, a zarazem straszne. Motyle kopały mnie aż po żebra, plecy, pośladki, wszędzie, nie wiedziałam co się dzieje. Głaskałam Twoje białe włosy a te latawce szarżowały to tu, to tam. Aaależ ja dawno nie miałam motylków!
Walczyłam ze sobą całą drogę, nawet mi się udawało, tłumaczyłam sobie, że to przecież głupota, niemożliwa do spełnienia. Podświadomie widziałam nas trzymających się za ręce, spacerujących przy świetle księżyca po bułgarskiej plaży. Komu się nie marzy taki scenariusz? Zadusiłam to jednak w sobie i się wyśmiałam, pomięłam te myśli i wyrzuciłam z głowy. Śniadanie- kabanosy i kanapki. "Monia, wisisz mi kolację ze śniadaniem ;)".
Pierwszy wieczór. Bifor u was, "mały ........ się budzi", trzymanie się za rączkę w drodze na disco, "a Bosman tylko zapiął płaszcz i wrzasnął- ech do czorta! Nie daję łajbie żadnych szans, 10 w skali Boforta!", pierwszych kilka tańców i koniec, kaplica. Trochę byłam skołowana, nie wiedziałam za bardzo o co Ci chodzi. Później się dowiedziałam, ale to oddzielną książkę można o tym napisać. W skrócie wyglądało to tak, że namieszała ta druga, 'zebrałeś manatki i zwiałeś'. "Nie przejmuj się nim, to niedojrzały gówniarz".
Bawiłam się z Twoim bratem całą imprezę, zresztą nie ma większego znaczenia z kim się bawiłam, najważniejsze, że przednio. Za to na koniec, jak wziąłeś mnie w obroty... Z nikim nie miałam nigdy gorętszego tańca! Świat cały wirował i my pośrodku, poezja.
Następnego dnia i następnego, i następnego, i jeszcze, zachowywałeś się jakbym nie istaniała. Wszystkie dziewczyny z wycieczki wrzucałeś do basenu, a mnie pomijałeś! A może ja też chciałam być wrzucona do basenu?
Trudno było mi zrozumieć Twoje postępowanie, więc za zbyt dobrą zabawę pierwszego wieczoru obwiniłam alkohol i postanowiłam się nie zamartwiać. Ubodło mnie tylko, jak powiedziałeś przy mnie do innej, że "mały ........ się budzi", więc sobie poszłam, a że trafiła się akurat libacja u Twojego brata... Dobrze mi zrobiła ta wódka z kawą, dałam koncert, wykrzyczałam się. 'Jest git- to moje wakacje i żaden białogłowy mi tego nie odbierze'. Myślałam wtedy, że jesteś podrywaczem. Bardzo miłym, inteligentnym, ale niestety macho, który lubi sobie zaliczać panienki. Miałam więc na Ciebie od tamtej chwili po prostu wyjebane.
Nieszczęsne urodziny Twoje. Wierz mi, lub nie, ale to była czysta grzeczność, to pójście na plażę z szampanem- tylko dlatego, że panowie pogardzili naszym towarzystem. Milutki był ten gin z tonikiem, ale to wszystko.
Nic nie planowałam, byłam pijana. Podobałeś mi się, ale gdybyś tego nie zaczął to ja bym nic nie zrobiła, na tyle siebie znam. Powiedziałeś, świnko, że dla Ciebie to od początku było oczywiste, że wiedziałeś od pierwszego dnia, że się wydarzy, że od początku czułeś napięcie między nami- "a Twoje ruchy na dyskotece? Te spojrzenia? Te odgarnianie włosów?". Całowaliśmy się jak szaleni, jakbyśmi mieli się zjeść, nie mogliśmy się sobą nasycić, nacieszyć. Kazałeś mi uciekać, ostrzegałeś, że zranisz... Tak, jakbyś to od początku też wiedział... Dla mnie nielogicznym była wtedy ucieczka, najważniejsi byliśmy my, nasza ławeczka, wschód słońca nad morzem, ludzie idący do pracy, Twoje ramiona, dłonie, oczy, usta, Twój uśmiech, zapach, Twoja barwa głosu... Wszystko pamiętam w każdym calu. Nazywałeś mnie swoim prezentem urodzinowym.
Następna noc: znowu szampan, wypadek motocyklowy, striptiz "Monia nie patrz, proszę", dyskoteka, spacer, Tuborg, bambamy z pomarańczą, łóżko Twojego brata, zgubiona bluzka, balkon, szafa, łóżko moich sąsiadów, istne szaleństwo! Po raz pierwszy obudziłam się wtedy w Twoich ramionach, zdrętwiałych zresztą:). Wspaniałe uczucie, ale ileż obaw...
Kolejna, trzecia już wspólna noc- różyczka "Monia ale ona do zwrotu, bo jest na stanie", wino, kocyki, szum morza, meduza, plaża, księżyc i my. Spełnienie. Więcej mi wtedy do szczęścia nie było trzeba. Jak zwykle powrót do hotelu rano, godzinka snu i niestety wykwaterowanie.
Zajęłam nam miejsce w autobusie, 32 godziny zleciały mi nawet nie wiem kiedy, połowę drogi przespałam, nie bałam się już spać w Twoich ramionach, czułam się bezpieczna. "Monia, co będzie jak wrócimy z wakacji? Zmieniasz tryb? Będziemy się jeszcze spotykać?". Wróciliśmy nawet razem do domu, trzymałeś mnie za rękę, jejku nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. 'Czyżby w końcu los się do mnie uśmiechnął?'.
Mogłam góry przenosić, pijana szczęściem chodziłam i uśmiechałam się do obcych ludzi. Pisałeś do mnie, dzwoniłeś. Zaprosiłeś na randkę. Nigdy wcześniej nie byłam na równie romantycznej randce! (oczywiście nie licząc tych bułgarskich nocy)- spacer brzegiem rzeki, wino w klimatycznej piwnicy, noc u Ciebie i tak coraz częściej i częściej i więcej... Wspólne wypady, spacery, imprezy, kino, spotkania z ludźmi, wieczory, dnie, noce...
Wiesz co? Wiedziałam, że to nie jest wieczne, że za chwilę się skończy. "To zbyt piękne, żeby było możliwe"- moje słowa. Czekałam na dzień, w którym to się utnie. Przygotowałeś mnie na niego. Od tygodnia wiedziałam, że coś się święci, więc samo pożegnanie mnie tak nie zabolało. Przez cały nasz romans miałam w sobie więcej obaw niż nadziei, nie nastawiałam się związkowo. Zresztą nigdy nie pozostawiałeś złudzeń co do tego, nie rozmawialiśmy "o nas" na poważnie, nie pokazałeś swojego oddania czy jakiegokolwiek zaangażowania.
Październik był moim miesiącem miodowym, mam nadzieję, że Ty też tak to odbierasz, że nie miałeś przeze mnie żadnych problemów, że nie musiałeś się zamartwiać z mojego powodu.
Byłeś najfajniejszym i najbardziej wartościowym, ale za to najbardziej pokiełbaszonym facetem z jakim miałam do czynienia. Należy Ci się fajna, szalona, odpowiednia kobieta. Żal, że to nie ja, ale takie jest życie i ja to rozumiem. Nie mam do nikogo o nic pretensji, staram się iść dalej, cieszyć tym co mam. Nie jest mi łatwo budować teraz z Tobą czysto koleżeńskich relacji, ale mało kiedy spotykam osobę, z którą tak dobrze się dogaduję, zwyczajnie szkoda mi tego kontaktu. Wiem też niestety, że dla Ciebie jestem jedną z wielu Twoich "byłych", a aktualnych koleżanek, z którymi spotykasz się na kawki i spacerki "chociaż raz w miesiącu". Chciałabym być dla Ciebie kimś choć trochę bardziej znaczącym, no ale 'life is brutal'!.
Dziękuję, że pozwoliłeś mi zapomnieć o kimś innym, na chwilę uwierzyć w siebie i pokazałeś czym jest szczęście.
Dzięki Tobie zrozumiałam też, że jestem silniejsza niż mi się wydawało.
Dobrze kopiesz w dupę :)
by M. 2011-12-06 02:16:40 skomentuj (0) 14-11-2011 Był taki jeden, pojawił się na chwilę.
Zakręcił, zabałaganił, odwrócił się na pięcie i odszedł.
Czy każda osoba, która pojawia się w naszym życiu ma rolę do spełnienia?
Czy uczy nas jak dalej postępować, a jak nie postępować?
Czy dzięki temu, że się pojawiłeś ja mogłam zapomnieć?
Dałeś mi tak wiele szczęścia. Wreszcie..
Czy to będzie tak już zawsze, że aby teraz zapomnieć o Tobie musi pojawić się ktoś inny...
by M. 2011-11-14 22:58:28 skomentuj (0) 5-11-11
użyczyłam pęknięty kubek, herbata nie smakowała.
kwestia cukru, herbaty czy kubka?
chyba tylko mi smakuje.
niech ktoś wyleje mi na głowę wiadro zimnej wody bo inaczej sama się nie ocknę...
nadzieja to dziwka.
by M. 2011-11-05 14:13:25 skomentuj (0) |
. |